Szok! Ujawnił właśnie prawdę o Wałęsie. “On w ogóle nie przyszedł!”

Udostępnij:

Jerzy Borowczak jeden z organizatorów strajku w stoczni Gdańskiej, opowiada, że Lech Wałęsa nie przyszedł na strajk. Gdy rozpoczynali protest nie było go na miejscu.

Jeden z głównych organizatorów protestów w stoczni gdańskiej Jerzy Borowczyk, opowiada jak całe zajście wyglądało z jego perspektywy. Borowczyk zaznacza, że już sama próba organizacji była bardzo chaotyczna i trudna do ogarnięcia. Trudno było nawet ustalić dzień rozpoczęcia, gdyż Lech Wałęsa miał inne sprawy na głowie. Dopiero urodziła mu się córka i był mocno rozkojarzony.

Czytaj też: Lockdown na jesień? Oni nie mają żadnych złudzeń

Jerzy Borowczak: Gdy rozpoczynał się strajk w stoczni Lech Wałęsa na niego nie przyszedł

“Środa, 13 sierpnia, Wałęsie nie pasowała. Urodziła mu się córka Ania i musiał ją zarejestrować. Lutek Prądzyński pojechał do Lecha na Stogi, pisze mu, co i jak. Używało się takiego znikającego atramentu, by nie zostawiać śladów. Wałęsa był zajęty, chyba wypełniał totolotka. Pojechałem nazajutrz i mówię mu: – Lechu, jutro widzimy się przed piątą przy drugiej bramie, pamiętasz? A on: – Co? Ja nic nie wiem! – Nie było u ciebie Lutka? – No był, coś pisał. Jutro mi nie pasuje, muszę iść do urzędu, Danka mnie zabije! – A czwartek? – Tak, w czwartek mogę!” – opowiada o próbie ustalenia terminu strajku jeden z jego organizatorów Jerzy Borowczak

Zobacz również: Co Kaczyński robi na urlopie? Zdjęcia robią furorę w sieci

W końcu udało się ustalić dzień rozpoczęcia strajku na czwartek na 5 rano. Jednak gdy Borowczyk wraz z jednym z kolegów znalazł się na miejscu… nikogo tam nie było. Także po Wałęsie nie było śladu.

“On w ogóle nie przyszedł!” – zaznaczył Borowczak.

Jak opowiada dalej Borowczak Lech Wałęsa pojawił się dopiero kilka godzin później, jak stwierdził jego kolega w ostatniej chwili, gdyż chwilę później protest by się załamał.

“O 10.30. W samą porę, sam bym nie dał rady. Hymn odśpiewany, zarekwirowaliśmy koparkę i w trójkę na niej stoimy. Mówimy z Lutkiem i Felskim, że zwolnili Annę Walentynowicz, że Gdynia stoi, K3 stoi, K5 stoi. Kłamałem, bo Gdynia nie stała, ale trzeba było jakoś tych ludzi podpompować. Żądamy 1000 zł podwyżki, dodatku drożyźnianego. 12 tysięcy ludzi mnie słuchało. Wybieramy komitet strajkowy i zbieramy postulaty. Proszę do komitetu takich, co znają stocznię, ludzi z autorytetem w brygadach. A tu się zgłaszają same gołowąsy. Gdy miałem zapisanych 20 osób do komitetu.” – dodał następnie.

Wałęsa pojawił się w ostatniej chwili

Wszystkich już zaczął rozganiać dyrektor stoczni Klemens Gniech, który miał duży posłuch wśród stoczniowców.

“Przyszedł do nas dyrektor Klemens Gniech: “Zapraszam komitet do mnie, a reszta do roboty”. Od dziecka był w Stoczni i po nazwisku wzywa ludzi, by wracali do swych zajęć. Ja stałem na tej koparce i myślę: “Aha, no to już zaprotestowaliśmy. Ludzie wrócą do roboty i koniec strajku”. Przyznam szczerze, że zastanawiałem się, gdzie uciekać. Nagle patrzę, biegnie. Lechu. Wszedł na koparkę, od razu go dopisałem do komitetu na 21. miejscu. Zaczął przemawiać. Gniech skulił się w sobie.” – stwierdził następnie Jerzy Borowczak.

Źródło: Interia

Polecamy także:

Kierowcy wściekli! Nowe zasady za chwilę wejdą w życie. Masz prawko? Musisz to wiedzieć

Kolejne ognisko koronawirusa w Polsce! Liczby porażają

Bezczelne słowa Trzaskowskiego ws. awarii “Czajki”! Ma Polaków za idiotów?

, , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *